niedziela, 20 grudnia 2009

Invincible, albumem minionej dekady




















Album Invincible, został ogłoszony przez Bilboard, najlepszą płytą ostatnich dziesięciu lat. Co ciekawe, nei znajdował się on na liście nominowanych do tego zaszczytu, krążków. Został wytypowany przez najliczniejszą spośród 170 tysięcy głosujących ludzi, grupę.
To na prawdę wspaniały album, którego promocja została poważnie nadszarpnięta, przez nieprzychylną Michaelowi wytwórnię Sony. Brawo MJ!
Warto nadmienić, iż krążek This is it, został uhonorowany tytułem najlepszej płyty 2009 roku.


źródła: http://www.billboard.com/#/slideshow/196807?decorator=slideshow&confirm=true
2 źródło: http://www.michaeljacksonweb.cz/

sobota, 19 grudnia 2009

Off The Wall (1979)

- Mama, kupiłem Off the Wall - special edition!
- To nastaw! I zrób herbatę.
- cyk.. cyk.. csssss... "Dum dum durum dum durum dum dum dururum... AAAAAwwwwwww [...]!!!"



Numer cztery w solowej dyskografii Króla Popu, choć w opinii mojej jak i wielu entuzjastów, pierwsze autonomiczne uderzenie, wziąwszy pod uwagę absencję braci. Absolutna perła i za razem muzyczny pokłon Króla w stronę nietkniętej modern eksperymentalizmem muzyki funk, soul i disco. Powracam do tego krążka, aby nie zapomnieć jak silne piętno w tradycji old school'u odcisnął Król.


Off The Wall jest też debiutem mentorskim Quincy Jonesa, który poznał Króla na planie filmu "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" z 1978 roku, w którym wcielił się on w postać Stracha na wróble (kadr z filmu po prawej). Album rozpoczyna się prawdopodobnie
najlepszym studyjnym openerem, jaki kiedykolwiek przypadł na

którąkolwiek z płyt Króla. Mowa o Don't Stop Til you get enough pierwszej stuprocentowej kompozycji dziewiętnastoletniego wówczas Michaela Jacksona. Ten wokalno-instrumentalny dynamit, nawiązujący energią do poczynań braci z okresu Destiny, został uhonorowany w roku premiery Off the Wall, nagrodą Grammy, jedyną przyznaną Michaelowi, w kontekście całego albumu. To jedno z tych brzmień, dla których warto się narodzić. Istny wyraz fuzji czterech żywiołów, zamkniętych w skomplikowanej do granic możliwości, sekcji perkususyjnej. Nie bez przyczyny tak doskonałej, bowiem swój wkład w jej kompozycję dołożył brat Króla, Randy, znany bliżej fanom grupy J5, jako wyjątkowo utalentowany multiinstrumentalista. Bas, pianino, trąbki, klawisze, saksofon i puzon zaszły tu w tak zawiłe relacje, że ich wzajemna harmonia wydaję się być wręcz procederem. Kawałek, ukazuje też tendencje Króla do absolutyzmu we własnej twórczości. Nie tylko, słowa, muzyka i aranżacja wyszły spod ręki Jacksona, ale też rozbudowana sekcja chóralna powstała z powielonych warstw wokalnych Michaela. To chyba najmocniejsze ogniwo zapalne, tej petardy. Falset wprawiający szkło w drgania, przeniósł utwór w annały czarnej muzyki, lat siedemdziesiątych. Przesłanie Don't stop til you get enough, dziś stało się potwierdzeniem stylu życia Króla Popu, aż po ostatnie miesiące jego panowania.
Niewątpliwy sukces komercyjny Off the Wall, wyrażony ponad dwudziestoma milionami sprzedanych egzemplarzy na całym świecie, stał się doskonałym punktem wyjścia ku drodze do absolutnej dominacji na rynku muzycznym, przyszłego Króla Popu. O świadomości specjalnego posłannictwa człowieka, który urzeczywistniając mit o amerykańskim śnie, miał zbawić swój kraj a w następstwie świat, poświadcza współpraca najsilniejszego wówczas ogniwa legendarnej wytwórni Motown, Steviego Wondera, a ponad to, odpowiedzialnego w przyszłości za m.in. tytułowy utwór albumu Thriller, Roda Tempertona. Na albumie znajduje się również numer "Girlfriend" autorstwa Paula Macartneya, wieloletniego przyjaciela Króla Popu.
Off the Wall, o ile w żaden sposób nie uderza w konwencję, na pewno pozostaje do dziś perfekcyjnie zmontowanym projektem, uznanym na całym świecie przez zatwardziałych koneserów starych brzmień. Perfekcja i profesjonalizm uczynił z Off the Wall jednym z najdoskonalszych owoców pracy Króla Popu, owoców, które, jeśli by wyłączyć z dyskografii pozycję Thriller (chociaż niekoniecznie), mógłby być płaszczyzną relatywistyczną dla wszystkich kolejnych krążków.
Smokey Robinson wspominał na ceremoni pożegnalnej w Staples Center, o wprawiających w konsternację, niezwykle dojrzałych interpretacji piosenek, przez małego Michaela z okresu Diana Ross Presents: Jackson 5 (1969). Analogiczną, okraszoną równie zabawnym, tudzież kłopotliwym cynizmem, dojrzałością, oprawiony jest projekt Off the Wall. Dalsze lata twórczości Króla Popu, kierują jego poczynania w stronę zdecydowanie bardziej eksperymentalną i niebezpieczną dla wystosowywanych równolegle konwencji muzycznych. Parafrazując, Off the Wall to album, do którego miłości potrzeba się nauczyć. Jest jednolity gatunkowo i stylistycznie, ale niebywale doskonały. Jednocześnie, to ostatni album, który w kontekście tła politycznego Ameryki, wpisuje się w kontrwietnamską kulturę ówczesnego pokolenia. Off the Wall to jedno z tych głosów, które wówczas, nie miały prawa przebicia z racji ich jarmarcznego, apolitycznego charakteru, mimo to, wynosiła je ponad politykę, aż do serc.
Osobiście, uwielbiam pojawiające się w kilku numerach, swingowe akcenty (m.in. Get on the floor, Rock with you, It's the falling in love), które napędzają całą zabawę po trzykroć.
Off the Wall, podobnie jak produkcje ówczesnych Michaelowi artystów (m.in. The Temptetions), to nie tylko autonomiczna całość, której urok zawarty jest w brzmieniu, ale styl życia w ogóle. Szkoda, że chociaż jest ponadczasowy, jednak należy mówić o nim w czasie przeszłym.
Kocham ten album szaleńczo, na tyle, że ciężko mi o nim pisać w sposób uporządkowany, zgodnie z zasadami kompozycyjnymi tego typu tekstów. Fenomen Off the Wall, Thriller i Bad, określanych mianem wielkiej trójki, być może opiera się na specyficznej strategii konstrukcyjnej, wspólnej dla wszystkich wyżej wymienionych płyt. Mianowicie, mało numerów (brak, tak zwanych zapychaczy) oraz przewaga dynamicznych brzmień, zrównoważonych jedną wolną balladą. W Off the Wall, mowa oczywiście o klasowym She's out of my life (Patrząc na teledysk, ciężko uwierzyć, że widać na nim faceta, który zrewolucjonizuje niebawem sztukę krótkich filmów muzycznych). Dla Quincy'ego Jonesa, kolejno trzeci po Off the Wall, krążek Bad, był jego pożegnaniem z opieką, nad dostatecznie już dojrzałym artystycznie Michaelem Jacksonem. I tak, owa strategia dobiegła końca, zwiastując zupełnie odmienny etap w twórczości Jacksona, jakim było wydanie w 1991 roku, albumu Dangerous. Sprawdźcie Off the Wall !!!
_________________________________________________
Poniżej prezentuję jedyny dostępny na youtube teledysk, w ramach Off the Wall - She's out of my life:

oraz pełną tracklistę:

1. Don't Stop 'Til You Get Enough
2. Rock With You
3. Workin' Day And Night
4. Get On The Floor
5. Off The Wall
6. Girlfirend
7. She's Out Of My Life
8. I Can't Help It
9. It's The Falling In Love
10. Burn This Disco Out.






poniedziałek, 19 października 2009

Diana Ross Presents: The Jackson 5

"Kiedyś, w pierwszej klasie wziąłem udział w inscenizacji wystawianej przed całą szkołą. Każdy w mojej klasie musiał coś zaprezentować, więc kiedy wróciłem do domu, rodzice powiedzieli mi, że powinienem ubrać czarne spodnie i białą koszulę oraz zaśpiewać "Climb Every Mountain" z albumu "The sound of music". Tak też zrobiłem. Kiedy skończyłem śpiewać, reakcja publiki wprawiła mnie w konsternację. Oklaski były ogłuszające, niektórzy się uśmiechali, inni wstawali z miejsc. Moi nauczyciele płakali, a dla mnie było to niewiarygodne. Byłem podekscytowany. Czułem też zawstydzenie, ponieważ w mojej opini, nie zrobiłem nic nadzwyczajnego. Zaśpiewałem dokładnie tak, jak robiłem to każdego wieczora w domu. Kiedy występujesz, nie myślisz o tym jak jak brzmisz. Po prostu śpiewasz."

Tak, Michael po latach wspomina swój pierwszy szkolny występ, w autobiografii "Moonwalk". Myślę, że jest to najtrafniejszy sposób rozpoczęcia historii o chłopcu, który urzeczywistnił mit o amerykańskim śnie. Pierwszą stycznością Michaela z muzyką było przygrywanie starszym braciom rytmu na bongosach. Wkrótce okazało się, że posiada wszelkie narzędzia ku temu, by absolutnie zdominować rodzinny zespół. Początki nie były łatwe, zespół grał serię okolicznościowych koncertów w nocnych klubach dla czarnoskórych. Nie rzadko, występy braci poprzedzane były występami wyuzdanych striptizerek. Tego typu procedery nie zmieniły się nawet wówczas, kiedy zwyciężyli jeden z lokalnych konkursów, piosenką "My girl" The Temptations. W całości wyśpiewaną przez małego Doo Doo.
Punktem zwrotnym dla Jackson 5 (z początku The Jacksons, po zerwaniu kontraktu z Motown, bracia powrócili do pierwotnej nazwy) był rok 1968 i podpisanie pierwszego profesjonalnego kontraktu z legendarną dziś wytwórnią Motown Records. Nie prawdą jest, iż za odkryciem chłopców stała Diana Ross, jak sugeruje nazwa debiutanckiego albumu. Było to tylko zgrabne zagranie marketingowe, mające pomóc w promocji płyty. Poniżej zdjęcie okładki.

Nie tylko rok 1968 ale i lata wstecz, pozbawiły Michaela przywileju normalnego dzieciństwa.

"
Były czasy, kiedy wracałem do domu po szkole i miałem czas tylko na to by się rozpakować. Musiałem być gotowy do wyjścia do studio. Pewnego dnia śpiewałem tam do późnej nocy, dopóki nie nadszedł czas pójścia do łóżka, naprawdę. Pamiętam, że naprzeciwko Motown studio był park – patrzyłem na dzieci bawiące się na placu zabaw. Stałem i zastanawiałem się, nie mogłem sobie wyobrazić tej wolności, beztroskiego życia. – tego że mógłbym być jednym z nich., odejść i bawić się. I to był właśnie jeden ze smutnych aspektów mojego dzieciństwa." - wspomina Michael.

Zespół The Jacksons był niejako realizacją ambicji ojca chłopców, Joe Jacksona, lidera lokalnej grupy "The Falcons". Chłopcy pracowali w pocie czoła, by sprostać wymaganiom despotycznego ojca, który z kolei pracował ciężko na hucie, aby móc kupować synom instrumenty.. Michael w "Moonwalku" przyznaje, że działalność w zespole i towarzyszący jej zgiełk zmusił go do błyskawicznego wydoroślenia. Być może, miało to wpływ na niewiarygodnie dojrzałe interpretacje takich utworów jak choćby "Who's loving you", z których znany był mały Michael. Autor tekstu dla tej piosenki, Smokey Robinson wspominał podczas uroczystości pożegnalnej w Staples Center, że niezwykła dojrzałość w interpretacji jego słów przez małego wokalistę, wprawiała go w zakłopotanie. Nie godziło się bowiem z uporządkowanym rozumowaniem Robinsona, to, że dziesięcioletni Michael śpiewa o uczuciach w sposób, w jaki nie potrafiliby to zrobić doświadczeni scenicznie i życiowo dorośli wokaliści. Zamieszczam ową interpretację poniżej, na prawdę warto to przeżyć od początku do końca.

Taki był właśnie wówczas Michael. Fenomen w kreowanej przez niego postaci scenicznej polegał na duszy cynicznego kochanka z bagażem doświadczeń, uwięzionej w ciele urokliwego smyka.Wymownym w tym kontekście zdaje się być obsadzenie w 1971 roku, trzynastoletniego wówczas Michaela, w miłosnym musicalu telewizyjnym u boku Diany Ross, w którym to Doo Doo w sposób przerysowany odgrywa rolę łamacza niewieściego serca panny Ross (o tym, szerzej w innym artykule)
Innym klasowym numerem pochodzącym z debiutanckiej płyty, jest zdecydowanie "I want you back" napisany dla braci przez The Corporation. Premierowe wykonanie tego szlagieru miało miejsce podczas programu na żywo 'The Hollywood Palace Special' (zdjęcie poniżej) gdzie bracia - poza singlem - wykonali także Sing a Simple Song, Can You Remember oraz There Was a Time, wspólnie z Dianą Ross oraz Sammym Davisem Jr.
"I want you back" trafiła razem z "Who's loving you" jako singiel na pierwsze miejsce listy Bilboard hot 100 w 1970 roku. Poniżej okładka singla.


Warto wspomnieć o tym, że utwór "I want you back" zajmuje 120 miejscie w rankingu najlepszyh piosenek według magazynu Rolling Stone. Ponadto jako jedyny utwór Jackson 5 uzyskał status platynowy - a stało się to podczas uroczystego włączenia zespołu Jackson 5 do Rock & Roll Hall of Fame w 1997 r. Nic więc dziwnego, że bracia - a później także i Michael na solowych trasach koncertowych - prezentowali ten utwór niemal podczas każdego koncertu, począwszy od końca lat 60. aż do koncertów w Madison Square Garden we wrześniu 2001 r.
Na koniec zamieszczam owy utwór w zaskakującej dla mnie jakości dźwiękowej. Animacja pochodzi z popularnych swego czasu kreskówek, których bohaterami byli Bracia Jacksonowie, ale o tym kiedy indziej. Niestety jeszcze do wczoraj znalazłem ten "klip" w jakości HQ, dziś już go nie ma ; (


Na sam koniec zamieszczam oficjalna tracklistę "Diana Ross presents: The Jackson 5"

1. Zip a Dee Doo dah (Ray Gilbert, Allie Wrubel; cover utworu z filmu Disneya "song of the south") 3:17
2. Nobody (The Corporation) - 2:53
3. I want you back (The Corporation) - 3:03
4. Cant you remember (Thom Bell, William Hart; cover The Delfonic) - 3:10
5. Standing in the shadows of love (Holland-Dozier-Holland; cover zespołu The four tops) - 4:05
6. You've changed (Gordon Keith) - 3:16
7. My Cherie Amour (
Stevie Wonder, Sylvia Moy, Hank Cosby; wersja pierwotna pojawiła się na albumie pierwszego) - 3:44
8. Who's Lovin' you (Smokey Robinson; pierwotnie utwór zespołu The Miracles) - 4:05
9. Chained (Frank Wilson) - 2:54
10. (I know) I'm losing you (Norman Whitfield, Eddie Holland, Cornelius Grant; cover zespołu The Temptations) - 2:16
11. Stand (Sylvester Stewart; cover zespołu Sly & the family stone) - 2:30
12. Born to love you (Ivy Jo Hunter, William "Mickey" Stevenson; cover zespołu The Temptations) - 2:38