- Mama, kupiłem Off the Wall - special edition!- To nastaw! I zrób herbatę.
- cyk.. cyk.. csssss... "Dum dum durum dum durum dum dum dururum... AAAAAwwwwwww [...]!!!"
Numer cztery w solowej dyskografii Króla Popu, choć w opinii mojej jak i wielu entuzjastów, pierwsze autonomiczne uderzenie, wziąwszy pod uwagę absencję braci. Absolutna perła i za razem muzyczny pokłon Króla w stronę nietkniętej modern eksperymentalizmem muzyki funk, soul i disco. Powracam do tego krążka, aby nie zapomnieć jak silne piętno w tradycji old school'u odcisnął Król.
Off The Wall jest też debiutem mentorskim Quincy Jonesa, który poznał Króla na planie filmu "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" z 1978 roku, w którym wcielił się on w postać Stracha na wróble (kadr z filmu po prawej). Album rozpoczyna się prawdopodobnie
najlepszym studyjnym openerem, jaki kiedykolwiek przypadł na

którąkolwiek z płyt Króla. Mowa o Don't Stop Til you get enough pierwszej stuprocentowej kompozycji dziewiętnastoletniego wówczas Michaela Jacksona. Ten wokalno-instrumentalny dynamit, nawiązujący energią do poczynań braci z okresu Destiny, został uhonorowany w roku premiery Off the Wall, nagrodą Grammy, jedyną przyznaną Michaelowi, w kontekście całego albumu. To jedno z tych brzmień, dla których warto się narodzić. Istny wyraz fuzji czterech żywiołów, zamkniętych w skomplikowanej do granic możliwości, sekcji perkususyjnej. Nie bez przyczyny tak doskonałej, bowiem swój wkład w jej kompozycję dołożył brat Króla, Randy, znany bliżej fanom grupy J5, jako wyjątkowo utalentowany multiinstrumentalista. Bas, pianino, trąbki, klawisze, saksofon i puzon zaszły tu w tak zawiłe relacje, że ich wzajemna harmonia wydaję się być wręcz procederem. Kawałek, ukazuje też tendencje Króla do absolutyzmu we własnej twórczości. Nie tylko, słowa, muzyka i aranżacja wyszły spod ręki Jacksona, ale też rozbudowana sekcja chóralna powstała z powielonych warstw wokalnych Michaela. To chyba najmocniejsze ogniwo zapalne, tej petardy. Falset wprawiający szkło w drgania, przeniósł utwór w annały czarnej muzyki, lat siedemdziesiątych. Przesłanie Don't stop til you get enough, dziś stało się potwierdzeniem stylu życia Króla Popu, aż po ostatnie miesiące jego panowania.
Niewątpliwy sukces komercyjny Off the Wall, wyrażony ponad dwudziestoma milionami sprzedanych egzemplarzy na całym świecie, stał się doskonałym punktem wyjścia ku drodze do absolutnej dominacji na rynku muzycznym, przyszłego Króla Popu. O świadomości specjalnego posłannictwa człowieka, który urzeczywistniając mit o amerykańskim śnie, miał zbawić swój kraj a w następstwie świat, poświadcza współpraca najsilniejszego wówczas ogniwa legendarnej wytwórni Motown, Steviego Wondera, a ponad to, odpowiedzialnego w przyszłości za m.in. tytułowy utwór albumu Thriller, Roda Tempertona. Na albumie znajduje się również numer "Girlfriend" autorstwa Paula Macartneya, wieloletniego przyjaciela Króla Popu.Off the Wall, o ile w żaden sposób nie uderza w konwencję, na pewno pozostaje do dziś perfekcyjnie zmontowanym projektem, uznanym na całym świecie przez zatwardziałych koneserów starych brzmień. Perfekcja i profesjonalizm uczynił z Off the Wall jednym z najdoskonalszych owoców pracy Króla Popu, owoców, które, jeśli by wyłączyć z dyskografii pozycję Thriller (chociaż niekoniecznie), mógłby być płaszczyzną relatywistyczną dla wszystkich kolejnych krążków.
Smokey Robinson wspominał na ceremoni pożegnalnej w Staples Center, o wprawiających w konsternację, niezwykle dojrzałych interpretacji piosenek, przez małego Michaela z okresu Diana Ross Presents: Jackson 5 (1969). Analogiczną, okraszoną równie zabawnym, tudzież kłopotliwym cynizmem, dojrzałością, oprawiony jest projekt Off the Wall. Dalsze lata twórczości Króla Popu, kierują jego poczynania w stronę zdecydowanie bardziej eksperymentalną i niebezpieczną dla wystosowywanych równolegle konwencji muzycznych. Parafrazując, Off the Wall to album, do którego miłości potrzeba się nauczyć. Jest jednolity gatunkowo i stylistycznie, ale niebywale doskonały. Jednocześnie, to ostatni album, który w kontekście tła politycznego Ameryki, wpisuje się w kontrwietnamską kulturę ówczesnego pokolenia. Off the Wall to jedno z tych głosów, które wówczas, nie miały prawa przebicia z racji ich jarmarcznego, apolitycznego charakteru, mimo to, wynosiła je ponad politykę, aż do serc.
Osobiście, uwielbiam pojawiające się w kilku numerach, swingowe akcenty (m.in. Get on the floor, Rock with you, It's the falling in love), które napędzają całą zabawę po trzykroć.

Off the Wall, podobnie jak produkcje ówczesnych Michaelowi artystów (m.in. The Temptetions), to nie tylko autonomiczna całość, której urok zawarty jest w brzmieniu, ale styl życia w ogóle. Szkoda, że chociaż jest ponadczasowy, jednak należy mówić o nim w czasie przeszłym.
Kocham ten album szaleńczo, na tyle, że ciężko mi o nim pisać w sposób uporządkowany, zgodnie z zasadami kompozycyjnymi tego typu tekstów. Fenomen Off the Wall, Thriller i Bad, określanych mianem wielkiej trójki, być może opiera się na specyficznej strategii konstrukcyjnej, wspólnej dla wszystkich wyżej wymienionych płyt. Mianowicie, mało numerów (brak, tak zwanych zapychaczy) oraz przewaga dynamicznych brzmień, zrównoważonych jedną wolną balladą. W Off the Wall, mowa oczywiście o klasowym She's out of my life (Patrząc na teledysk, ciężko uwierzyć, że widać na nim faceta, który zrewolucjonizuje niebawem sztukę krótkich filmów muzycznych). Dla Quincy'ego Jonesa, kolejno trzeci po Off the Wall, krążek Bad, był jego pożegnaniem z opieką, nad dostatecznie już dojrzałym artystycznie Michaelem Jacksonem. I tak, owa strategia dobiegła końca, zwiastując zupełnie odmienny etap w twórczości Jacksona, jakim było wydanie w 1991 roku, albumu Dangerous. Sprawdźcie Off the Wall !!!
_________________________________________________
Poniżej prezentuję jedyny dostępny na youtube teledysk, w ramach Off the Wall - She's out of my life:
oraz pełną tracklistę:
1. Don't Stop 'Til You Get Enough
2. Rock With You
3. Workin' Day And Night
4. Get On The Floor
5. Off The Wall
6. Girlfirend
7. She's Out Of My Life
8. I Can't Help It
9. It's The Falling In Love
10. Burn This Disco Out.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz